Ciepły uśmiech na talerzu, czyli najlepszy polski krupnik – Jak jechać z Mickiewiczem?

Zły dzień? Zimno, szaro i na dodatek nikt się jeszcze dzisiaj do Ciebie nie uśmiechnął? Fatalnie! Ale uszy do góry – istnieje proste i niezawodne rozwiązanie, które przywróci Ci dobry nastrój. Zaszyj się w zaciszu własnej kuchni i napisz historię tego dnia na nowo, przygotowując szybciutko pyszny, rozgrzewający staropolski krupnik. Jego promienny, koperkowy uśmiech z pewnością doda Ci energii!

Jak sprawić, by los znów się do Ciebie uśmiechnął – z talerza?

Pierwszą ważną postacią w opowieści, która zmieni Twój dzień na lepsze, jest bulion – potrzebujesz litrowego (no, może nieco większego) gara gorącego mięsnego lub warzywnego wywaru. Jeśli masz już jakąś mini-historyjkę, jakąś smakowitą anegdotkę w stylu rosołu z wczoraj, to super się składa – a jeśli nie, to po prostu rozpuść we wrzącej wodzie kostkę rosołową.

W garze zawrzało? Punkt kulminacyjny blisko? Czas przedstawić prawdziwego głównego bohatera – Krupnik polski z kaszą jęczmienną Proste Historie. Nie oszczędzaj go, nie czekaj, aż sam się rozkręci: wrzuć go od razu na gorącą wodę, niech pokaże, co potrafi! Daj mu na to jakieś 25 minut, a w międzyczasie wzbogać tę opowiastkę o jakieś środki stylistyczne: nie zaszkodzi jej odrobina pikanterii! Szczypta soli i pieprzu, tu i ówdzie jakiś listek laurowy, tam i siam jakieś ziele angielskie – i historia od razu nabiera rumieńców… Dla zagęszczenia wątków dodaj też łyżkę śmietany – ale wcześniej ją zahartuj, bo inaczej cała fabuła się zważy.

Masz wrażenie, że w tej opowiastce ciągle czegoś brakuje? Nie mylisz się – póki co było już ostro, było gorąco, ale co z obiecanym ciepłym uśmiechem? Radosna puenta już tuż, tuż! By zgrabnie do niej doprowadzić, posiekaj drobno świeży koperek i wyczaruj z niego uśmiech od ucha do ucha na złocistej tafli parującego smakowicie w talerzu krupniczku!

No, choćbyś chciała – nie da rady dalej się smucić!